Przepis na pieczone ziemniaki (nie dosłownie) inspirowany  kuchnią Jamiego Olivera, którego cenię za wariactwo i nieskomplikowane podejście do tematu gotowania. Wkład w przygotowanie jest praktycznie znikomy, ziemniaczki pieką się godzinę czasu, smak rewelacja.
Do czasu tego odkrycia pieczone ziemniaki występowały u mnie w domu z rozmarynem. Szałwia jednak stanowi jednak z nimi połączenie doskonałe.

Potrzebujemy:
-ziemniaki odmiany dobrej do pieczenia, duże (w zależności od apetytu- u nas po 2 duże bulwy na osobę)
-po 2 plasterki dobrego masła na jednego ziemniaka
-po 2 listki świeżej szałwii na jednego ziemniaka
-sporo świeżo zmielonej soli (morskiej/różowej)

A robi się to tak:
-za pomocą drylownicy do jabłek wydrążamy środek każdego ziemniaka, resztki zachowujemy możliwe w jednym kawałku (ziemniaka wydrążamy najgłębiej jak to jest możliwe, nie na wylot)
-do środka każdego ziemniaka wkładamy kawałki masła i listki szałwii
-zatykamy ziemniaki wydrążonym wcześniej miąższem (wygląda to mniej więcej jednostronnie jak korki w głowie/szyi Frankensteina)
-pieczemy w temperaturze 200 stopni około 1 godziny czasu
-posypujemy od serca świeżo zmieloną solą.

Uwaga gorrące!