Rosół warzywny. Nie jest to prosta sprawa. Nie ma mięsa, nie jest bulionem, do którego dodane składniki uczynią zupę. Sam w sobie jest pełnowartościową sprawą. Pierwsze próby z tą wymagającą zupą były pod koniec mojej podstawówki, kiedy to starałam się odwzorowywać wszelkie mięsne potrawy wegetariańsko, kiedy mój tata ze względu na stan zdrowia musiał zrezygnować z mięsa, które w jego diecie stanowiło rolę ponadprzeciętną.  Przygotowanie to długotrwały proces, magia- potrzebne jest długie , wolne gotowanie, żeby warzywa oddały cały smak i aromat rosołowi. Nie ma mowy, żeby zrobić to w godzinę, potrzeba minimum trzech. Warto wybrać najlepsze warzywa, do tego sporo przypraw i świeżych ziół. Rosół warzywny potrzebuje również wzmocnienia smaku, kwintesencji , tego, co tradycyjnemu oddaje mięso. To piąty smak nazywany umami- tutaj wydobywają go grzyby i sos sojowy. Można dorzucić malutką skórkę z parmezanu.
Rosół podałam dziś z kluseczkami z nadzieniem z marchewki z bulionu i gryczanej palonej kaszy. Przepis na ciasto kluseczkowe, a właściwe pierogowe zaczerpnęłam z bloga Karoliny, za jej osobistym pozwoleniem .Dodałam kurkumę dla koloru oraz odrobinę suszonego majeranku dla ciekawego smaku.
 Usłyszałam od przyszłego męża , że zupa jest lepsza od tej, którą robi jego mama (tradycyjny niedzielny rosół z wiejskiej kury). To niebywała pochwała za trud i pracę, pogłaskanie po głowie. Że tak mocno zakorzeniony smak da się odtworzyć bez mięsnego akcentu. Wspaniała sprawa, mówię Wam wspaniała. Warto, bo warzywny rosół daje radę samodzielnie. W przyszłą niedzielę testuję z domowym ziołowym makaronem. Na przyszłym teściu, ciekawe co powie….
Myślę, że ile osób mierzących się z tym daniem, tyle przepisów na dodatki czy przyprawy. Ja odnalazłam po wielu próbach balans, jaki w zupełności mnie zadowala. Próbowałam z dodatkiem ostrej papryki i imbiru świeżego, ale akurat dla mnie był zbyt mocny w smaku.

Na 6 porcji potrzebujemy:

– 2 litry zimnej wody
-1 cebula bez łupinek opalona nad gazem
-5 marchewek
-2 pietruszki
-1 średni seler
-2 łodygi selera naciowego
-1 por
-1/2 kopru włoskiego
-kilka pieczarek
-2 leśne grzyby (świeże  lub suszone)
-mały korzeń skorzonery jeśli uda Wam się dostać
-3 ząbki czosnku

-2 stołowe łyżki dobrego jasnego sosu sojowego
-3 stołowe łyżki oleju
-pęczek natki pietruszki
-w sezonie pęczek świeżego majeranku

-około 10 kulek kolorowego pieprzu
-3 kulki owocu jałowca
-3 goździki
-4 listki laurowe
-5 kulek ziela angielskiego

A robi się to tak:

Warzywa (oprócz czosnku i cebuli) dokładnie szorujemy i nie obieramy, dzielimy na mniejsze kawałki, wrzucamy do garnka. Skorzonerę obieramy (uwaga barwi ręce!) dorzucamy, dokładamy podpieczoną cebulę i obrany czosnek, zalewamy wodą, dodajemy zioła, przyprawy, olej i sos sojowy ustawiamy na średnim gazie aż do zagotowania
gdy to nastąpi, zmniejszamy gaz i przykrywamy garnek pokrywką, pamiętajcie, że garnek musi stać na jak najmniejszym płomieniu. I teraz zaczyna się cały magiczny proces- gotujemy aż warzywa oddadzą całe dobro, a same dosłownie  się rozpadną – będzie to trwało około 3 godzin czasu.

W tym czasie możemy zająć się przygotowaniem ciasta na nasze kluseczek z nadzieniem. W wyglądzie przypominają nieco pierożki ravioli, są wypełnione aromatycznym farszem po brzegi.

Na 6 porcji kluseczek potrzebujemy:

na ciasto:
150g mąki pszennej (plus nieco do podsypywania)
szczypta  soli 
1 jajko 
60 ml wody gazowanej
1 łyżka stopionego masła
-1 łyżeczka od herbaty suszonego majeranku
-2 szczypty sproszkowanej kurkumy

Składniki łączę w misce. Różne rodzaje mąk zabierają więcej lub mniej wody, więc trzeba balansować z konsystencją. Zagniatamy aksamitne, gładkie ciasto i zostawiamy na około pół godziny w misce przykrytej ściereczką, żeby odpoczęło. Po tym czasie rozwałkowujemy cienko, nakładamy farsz (przepis poniżej) , zlepiamy. I tu panuje pełna dowolność- mogą być uszka, mogą być ravioli, jak chcecie, jak umiecie. Proponowany przeze mnie farsz pięknie łączy się z rosołem. Duet idealny.

-około 3 średnie marchewki (mogą być te ugotowane w rosole)
-4 stołowe łyżki ugotowanej kaszy gryczanej palonej
-odrobinę oleju (opcjonalnie do blendowania)
-łyżeczka od herbaty (około) bułki tartej lub mannej kaszy
-troszkę soli
-sporo świeżo mielonego czarnego pieprzu
-szczyptę mielonego kminku
-szczyptę kurkumy

Kaszę gryczaną gotuję, dodaje do niej marchewki blenduję na gładko z olejem i przyprawami, zagęszczam bułką tartą lub kaszą manną.

 

Piękny, klarowny i aromatyczny rosół podaję z kluseczkami pierożkami bardzo gorący posypany siekaną natką pietruszki albo koperkiem i świeżo zmielonym pieprzem. W przepisie nie podałam soli, licząc, że każdy z kosztujących sypnie sobie jej na koniec na talerz.

Smacznego, uczta gwarantowana!