Mało mnie ostatnio tutaj, za co Was przepraszam. Realizuję się na czele kuchni w bistro Porananas. Dla tych, którzy nie śledzą profilu na facebooku napiszę, że miesiąc temu spełniłam swoje marzenie i zostałam szefową kuchni. W bistro codziennie robimy zakupy, sama wybieram składniki, którymi karmię gości, praca, która jest moją wielką pasją wypełnia mi całe dnie. Szaleństwo organizacyjne powoli mija, sytuacja z personelem wydaje się normować, więc myślę, że po wakacjach wrócę do regularnego pisania, za którym wierzcie mi bardzo tęsknię!
To tyle w telegraficznym skrócie o tym, co u mnie się dzieje. A na upał chcę Wam polecić mrożoną herbatę, ale w troszkę nietypowej wersji, bez cytrusów i cukru. Znakomicie gasi pragnienie i chłodzi w tak gorące dni jak dziś. Lód zastępują zamrożone owoce, dając super efekt orzeźwienia.

Na jedną porcję potrzebujecie:

– 50 ml mocnego naparu z ulubionej herbaty (u mnie czarna z hibiskusem)
-100 ml bardzo zimnej wody (mineralna gazowana lub lekko gazowana, niegazowana)
-odrobina miodu ( opcja- do osłodzenia herbaty)
-mrożone ulubione owoce – u mnie śliwki, truskawki, porzeczki, agrest)- świeże, zamrożone w zamrażalniku
-malutki kawałeczek imbiru
-opcjonalnie kilka posiekanych listów werbeny cytrynowej- znakomicie tutaj będzie grała.

A robi się to tak:

-Napar herbaciany słodzimy miodem i odstawiamy do ostygnięcia
-do wysokiej szklanki wrzucamy zamrożone owoce, imbir siekamy najdrobniej jak potrafimy, dodajemy do szklanki
-wlewamy wystudzony napar herbaciany i dopełniamy wodą

Prawdziwa mrożona herbata, a nie jakiś kupowany gotowiec z mnóstwem konserwantów.
Obiecuję postować częściej, dajcie znać, jak smakowała herbata!